Pocišgi Autor: Przemysław Kociszewski Jadš, jadš przez wiat pocišgi A to w tę, a to w tamtš stronę W zero siedem mam swojš robotę W siódma dwie spotykam swš żonę Żona czyta podręcznik tańca Jak tu tańczyć, gdy wszystko się trzęsie W dni robocze tłok jak cholera Niby można tańczyć przy więcie Ale żona ma wtedy zebranie W tym o czwartej pięćdziesišt osiem Idę dzieciom pokazać jedynkę Pan kolejarz znów puka w osie Jedzie, jedzie przez wiat mój pocišg Gdzie za oknem mignšł transparent "Niechaj żyje i niech się umacnia" Nie zdšżyłem przeczytać, co dalej Ale oto się robi wesoło Bo czasami pod koła kto wleci - To już drugi będzie od wtorku - Nie, kochanie, to chyba już trzeci - Trzeci będzie wtedy, jeżeli Będziesz liczył wszystkich od pištku Patrz, stoimy, wpadł kto następny Liczmy jeszcze raz od poczštku Jedzie, jedzie od lat nasz pocišg Już niektórym powiędły bilety Lecz od dawna nikt ich nie sprawdza Może dać o tym znać do gazety Lecz i tak nikt by nie uwierzył To wyglšda jak zwykły kawał Zresztš może to prawda, lecz kto by Nad głupstwami się zastanawiał Przecież trzeba się jako urzšdzić Przecież jeszcze nie bijš nam dzwony Tylko czasem w tunelu kto spyta Czy nie pieprznie nas co z tamtej strony
Kerk57