Glusi - Rodrigo Rey Rosa.pdf

(748 KB) Pobierz
1275930172.002.png
Głusi
Rodrigo Rey Rosa
Nowa powieść najwybitniejszego współczesnego pisarza gwatemalskiego chwalonego m.in. przez
Roberto Bolano.
Rosa opisuje historię Clary, córki zamożnego bankiera, która ucieka od fałszywego świata luksusu i ukrywa się w
małym szpitalu położonym na odludziu, w starożytnej wiosce Majów. Podążający za nią ochroniarz odkrywa, że pracujący
tam lekarze przekraczają granice dobra i zła – nie jest jasne czy niepełnosprawne dzieci są naprawdę leczone, czy może
poddawane eksperymentom? Ta szczególna powieść hipnotyzuje czytelnika. Każe myśleć o jej bohaterach i zdarzeniach,
wbija w pamięć poszczególne zdania.
1275930172.003.png 1275930172.004.png 1275930172.005.png 1275930172.001.png
Od autora
Jest możliwe i oby się tak stało, że za kilka lat czytelnicy nie będą już pamiętać, co znaczą
niektóre słowa pojawiające się na stronach tej powieści i popularne w hiszpańszczyźnie dzisiejszej
Gwatemali. Oddziały znane pod nazwą PAC (Patrullas de Autodefensa Civil, czyli Patrole Obrony
Obywatelskiej) zostały stworzone przez gwatemalską armię jako jeden z elementów polityki
przeciwpowstańczej. Tylko w latach 1982–1983 w ich działania włączyło się ponad milion
mieszkańców wsi, głównie Indian Majów między piętnastym a sześćdziesiątym rokiem życia. W ten
sposób powstało cywilne wojsko, które zlikwidowało dawny indiański system władzy i stało się
narzędziem kontroli majańskich wspólnot. Piętnaście lat po ostatecznym rozwiązaniu oddziałów PAC
ich byli członkowie (określani mianem ekspaków) wciąż mają realny wpływ na życie gwatemalskiej
wsi. Z kolei kaibiles to żołnierze z elitarnych jednostek gwatemalskiej armii, wyszkoleni do operacji
specjalnych. Amnesty International otrzymała liczne zgłoszenia dotyczące łamania przez ekskaibilów
praw człowieka. Ponieważ fabuła powieści tego wymagała, zdecydowałem się (choć zwykle tego nie
robię) na pobieżne badania, by zapoznać się choćby z podstawami prastarego majańskiego systemu
sprawiedliwości. Serdeczne podziękowania za wyczerpujące i cierpliwe wskazówki zechcą, mam
nadzieję, przyjąć José Ángel Zapeta García, tata z Totonicapanu i student prawa na Uniwersytecie
San Carlos w Gwatemali, oraz Juan Tzoc Tambriz, który razem z innymi tata s przyjął mnie w swoim
gabinecie w Domu Pradawnej Majańskiej Władzy w Nahualá, czyli w jednym z najważniejszych
centrów majańskiego prawodawstwa i zarazem miejscu, gdzie najprawdopodobniej powstał słynny,
spisany w języku Kiczów dokument pod tytułem Panowie Totonicapanu (1554). Tz’ite to „święte
zawiniątko”, bez którego nie może się rozpocząć żaden majański sąd. Słowo soloni k , które można by
przetłumaczyć jako „rozplątywanie węzłów”, określa rodzaj praktyki prawno-duchowej. Ponadto
chciałem tu podziękować rodzinie i przyjaciołom, którzy w charakterze modeli – albo może
mediów – posłużyli mi do kontrolowanego śnienia, będącego istotą tych długich ćwiczeń
z wyobraźni.
W jakiż atoli sposób owa siła najwyższa
bierze się do tego obrachunku,
jak wyznacza i jak odosabnia tych,
których skazała na śmierć?
Maeterlinck, Życie termitów
(przeł. Franciszek Mirandola)
Prolo g
W San Miguel Nagualapán mieszkało troje biednych Kiczów – staruszka z dwojgiem wnucząt –
którzy co tydzień wyprawiali się nad jezioro, żeby sprzedawać turystom miniaturowe moździerze
metate. Ponieważ ojciec dzieci wyemigrował na Północ, a matka regularnie najmowała się na
wybrzeżu do pracy przy zbiorach kawy, babka ze strony ojca, wdowa, zajmowała się wnukami.
Chłopiec był głuchy i nie miał wskazującego palca u lewej ręki. Sam go sobie uciął, bo nie trafił
dłutem w wulkaniczną skałę, z której robił metate. Trzyletnia dziewczynka podróżowała zwykle na
plecach babki, na modłę Kiczów zawinięta w chustę.
Andrés porozumiewał się z babką za pośrednictwem systemu znaków, od niepamiętnych czasów
rozpowszechnionego w regionie, gdzie głuchota nie jest niczym wstydliwym. „Głusi mają niezwykłe
moce – mówiono. – Mają dostęp do innych światów”.
Świat Andresa był przebogaty w doznania, pośród których jedno z najważniejszych stanowiła
szczelnie spowijająca chłopca czułość oddanej mu babki. Andrés żył pośród kształtów, zapachów
i smaków, pozbawiony jednak dźwięków, bo nie działało jego wewnętrzne ucho.
Urodził się w dniu Chue n , dniu Małpy. To wyznaczyło jego los, jego przeznaczenie, twierdzili
tatita s , nahuale s , starsi. Miał dryg do prac artystycznych i wszelkich innych oraz miły charakter,
zupełnie jak małpka, beztroska i zabawna, ale zarazem ostrożna, zdolna naśladować wszystko,
cokolwiek zechce, mówiono.
W czwartki i niedziele, dni targowe, trójka Kiczów zwykła się wyprawiać nad jezioro pośród
wulkanów. Wcześnie rano schodzili z moździerzami w torbie ścieżką prowadzącą z wioski ku szosie
i o szóstej łapali autobus, pomalowany na kolorowo stary szkolniak, by dotrzeć nim do Tierra Blanca
albo Los Encuentros, gdzie rozwidlają się drogi. Tam wsiadali w pikap, który wiózł ich do jednego
z położonych nad jeziorem miasteczek, zawsze pełnych turystów albo kaxlane s , jak Kiczowie
nazywają ludzi o jasnej skórze. Za pomocą znaków babka wyjaśniła wnukowi, że kaxlane s
przybywają z innej części świata i są niczym duchy: potężni, kapryśni i czasem źli – jak tamci, co
przywłaszczyli sobie ziemię ich dziadków i babek, zmuszając Indian do porzucenia swoich bogów
i do spalenia płócien opowiadających pradawne historie, albo jak ci, którzy bebeszyli Ziemię
w poszukiwaniu drogocennych metali. Ale trafiali się też inni, którzy mogli stać się przyjaciółmi lub
przynajmniej kupowali małe moździerze, pracowicie przewożone z wioski na targ.
Pewnego niedzielnego poranka w połowie grudnia przeładowany pikap, którym pokonywali krętą
drogę z San Marcos, wyjechał zza zakrętu wprost na wywróconą przyczepkę. Chcąc uniknąć
zderzenia, kierowca zahamował i zbyt gwałtownie skręcił. Pikap dachował na poboczu.
Dziewczynka, jak się okazało, zginęła. Babka, która na jakiś czas straciła przytomność, ocknęła się
w punkcie medycznym w Sololá, dokąd zawieziono ją wraz z resztą rannych zaimprowizowanym
ambulansem. Ale Andrés, głuchy chłopiec, przepadł.
Zgłoś jeśli naruszono regulamin