STRUGACK.PDF
(
1131 KB
)
Pobierz
Arkadij Strugacki, Borys Strugacki, Anatolij Dnieprow, Walentyna Żurawlowa, Władimir
Sawczenko, Wiktor Saparin, M Duntau, G Curkin
Biały stożek Ałaidu
Zbiór rosyjskich opowiadań fantastyczno-naukowych.
(przekład: Janina Dziarnowska)
W
YDAWNICTWO
: I
SKRY
1961
Tytuł oryginału: Белый ко�½ус Алаида
Anatol Dnieprow
Suema
Późną nocą ktoś mocno zastukał do drzwi mego przedziału. Zerwałem się rozespany, nie
mogąc zrozumieć, o co chodzi. Na stoliku w pustej szklance brzęczała łyżeczka od herbaty.
Zapaliłem światło i zacząłem wkładać buty. Stukanie powtórzyło się, głośniejsze, natarczywe.
Otwarłem drzwi.
W drzwiach stał konduktor, a za nim wysoki mężczyzna w zmiętej, pasiastej piżamie.
— Przepraszam, drogi towarzyszu — powiedział konduktor półgłosem — zdecydowałem
się zakłócić spokój właśnie wam, bo jesteście sami w przedziale.
— Proszę bardzo, nic nie szkodzi. Co się stało?
— Tu jest nowy pasażer. — Konduktor cofnął się trochę, przepuszczając mężczyznę w
piżamie.
Spojrzałem na niego ze zdziwieniem.
— Pewnie małe dzieci nie dają wam spać w waszym przedziale? — zapytałem.
Pasażer uśmiechnął się i pokręcił przecząco głową.
— Nie, po prostu uciekł mi pociąg.
— Proszę wejść — zaproponowałem uprzejmie. Nieznajomy wszedł, rozejrzał się i usiadł
na kanapce, w samym kącie, przy oknie. Bez słowa oparł się łokciami o stolik, podparł głowę
rękami i zamknął oczy.
— No, to wszystko w porządku — powiedział konduktor z uprzejmym uśmiechem. —
Zamknijcie drzwi i życzę dobrej nocy.
Zasunąłem drzwi, zapaliłem papierosa i ukradkiem przyjrzałem się nocnemu gościowi.
Był to mężczyzna lat około czterdziestu, z wielką grzywą lśniących czarnych włosów.
Siedział nieruchomo, jak posąg, i nie widać było nawet czy oddycha.
„Dlaczego nie zażąda pościeli? — pomyślałem. — Trzeba mu zaproponować…”
Zwróciłem się w jego stronę, chcąc to powiedzieć. Ale mój współtowarzysz odezwał się,
jakby odgadując moje myśli.
— Nie warto. Mówię, że nie warto prosić o pościel. Spać mi się nie chce i jadę nie tak
daleko.
Zdumiony jego przenikliwością szybko wsunąłem się pod kołdrę.
„Diabli wiedzą co! Nowy Wolff Messing — czyta w myślach!”
Mruknąłem coś niewyraźnie, przekręciłem się na drugi bok i utkwiłem szeroko otwarte
oczy w błyszczącej ścianie wagonu. Zapadło pełne napięcia milczenie.
Ciekawość zwyciężyła i zerknąłem znowu na nieznajomego. Siedział wciąż w tej samej
pozycji.
— Nie przeszkadza panu światło? — zapytałem.
— Co? Ach, światło! To raczej panu… Zgaszę, jeżeli pan sobie życzy.
— Proszę bardzo.
Podniósł się, podszedł do drzwi, przekręcił kontakt. Potem wrócił na swoje miejsce. Gdy
oczy przyzwyczaiły mi się do ciemności, zobaczyłem, że mój sąsiad oparł się o ścianę i założył
ręce za głowę. Jego wyciągnięte nogi dotykały prawie mojej kanapki.
— Jak się to stało, że uciekł panu pociąg? — zagadnąłem znowu.
— To był strasznie głupi przypadek. Przyszedłem na dworzec, siadłem na ławce i
zacząłem rozważać pewną myśl. Chciałem sobie samemu udowodnić, że ona nie ma racji… —
odparł pośpiesznie nieznajomy. — A przez ten czas mój pociąg odszedł.
— Posprzeczał się pan z jakąś… damą? — zapytałem.
— Co tu ma do rzeczy dama? — zapytał mój sąsiad z irytacją.
— Przecież pan sam powiedział: „udowodnić sobie samemu, że ona nie ma racji!”
— Uważa pan, że zawsze, gdy się mówi „ona”, ma się na myśli kobietę? Zresztą ta
niedorzeczna myśl i jej przyszła do głowy. Uznała, że jest damą!
Tę zawiłą perorę wypowiedział z goryczą, nawet ze złością, a ostatnie słowa z drwiącym
chichotem. Doszedłem do wniosku, że mam do czynienia z niezupełnie normalnym
człowiekiem, przed którym należy mieć się na baczności. Mimo wszystko miałem jednak
ochotę prowadzić dalej tę rozmowę. Zapaliłem nowego papierosa, głównie po to, by przy
błysku zapałki lepiej przyjrzeć się swemu towarzyszowi. Siedział teraz na brzeżku kanapki i
wpatrywał się we mnie czarnymi, błyszczącymi oczami.
— Wie pan — zacząłem jak najbardziej łagodnym i pojednawczym tonem — jestem
literatem i dziwi mię, gdy ktoś mówi „ona miała rację”, „ona uznała”, nie mając na myśli
osoby rodzaju żeńskiego!
Dziwny pasażer odpowiedział po długiej chwili milczenia:
— Przed dziesięciu laty taka forma nie mogła budzić wątpliwości. W naszych czasach jest
już inaczej. „Ona” może nie być kobietą, lecz po prostu rzeczownikiem rodzaju żeńskiego.
Niech mnie pan poczęstuje papierosem — poprosił. — Miałem zamiar rzucić palenie, ale zdaje
się, że nic z tego nie będzie.
W milczeniu podałem mu papierosa i zapaliłem zapałkę. Nieznajomy parę razy zaciągnął
się głęboko i po chwili zaczął jedno z najbardziej zdumiewających opowiadań, jakie
kiedykolwiek w życiu słyszałem.
— Czytał pan z pewnością o elektronowych maszynach liczących? To wspaniałe
osiągnięcie współczesnej nauki i techniki. Maszyny wykonują najbardziej skomplikowane
obliczenia, których człowiek czasem nie byłby w stanie zrobić. Mogą dokonywać takich
działań, że dech zapiera w piersiach. I rozwiązują je w ciągu ułamków sekundy, podczas gdy
człowiek musiałby strawić nad nimi miesiące, a może i lata. Nie będę panu opowiadał, jak te
maszyny są zbudowane. Ponieważ pan jest literatem, to i tak nic by pan z tego nie zrozumiał.
Plik z chomika:
kadarbar
Inne pliki z tego folderu:
STRUGACK.AZW
(1568 KB)
STRUGACK.EPU
(1415 KB)
STRUGACK.JPG
(51 KB)
STRUGACK.MOB
(524 KB)
STRUGACK.NFO
(0 KB)
Inne foldery tego chomika:
ABBY_GRE
ADDONIA_
ADWENT_R
AL_KHALI
ANDERSON
Zgłoś jeśli
naruszono regulamin