Egoizm-narodowy-w-swietle-etyki_Balicki-Zygmunt.pdf

(370 KB) Pobierz
Ośrodek Myśli Politycznej ::
Page 1 of 31
Zygmunt Balicki - Egoizm narodowy wobec etyki
Zygmunt Balicki (1858-1916), wybitny publicysta i socjolog, jeden z najbardziej interesujących
myślicieli narodowej demokracji i współtwórca jej założeń ideowych.
Jednostka, mówi Spencer, powinna zawsze stawiać sobie pytanie, jaki typ społeczny
wytwarza się pod wpływem jej postępowania. Odpowiedź na powyższe pytanie iść może
w dwojakim kierunku: bądź wyobrazimy sobie, w myśl zasady Kanta, że postępowanie
nasze staje się wskazaniem powszechnym, osiąga moc prawidła, obowiązującego
wszystkich ludzi z osobna, i zapytamy się, jaki wpływ wywrze ono na charakter jednostek,
jaki typ c złowieka urobi się przy tym trybie postępowania; bądź uprzytomnimy sobie w
myśli, jak dalece odpowiednie postępowanie może się istotnie rozpowszechnić, jakie
realne skutki społeczne sprowadzi ono w danych warunkach czasu i miejsca, jaki
wytworzy układ stosunków i ustroju, słowem, jaki powstanie pod jej wpływem typ
społeczeństwa jako całości.
Odpowiedź pierwsza stawia nam przed oczy typ moralny jednostki, będący wyrazem
pewnej ogólnie przyjętej i powszechnie praktykowanej zasady etycznej; druga — daje
wyobrażenie o typie społeczeństwa samego, który się urabia pod wpływem wcielania tej
zasady w życie, a więc uwidocznia wszystkie możliwe skutki, jakie zajdą w układzie
stosunków społecznych, pod działaniem danego czynnika. Pierwsza nosi charakter
oderwany i przypuszczalny zarazem , sztucznie bowiem wydziela z całego złożonego
układu powiązań społecznych jeden tryb postępowania i stawia dowolne przypuszczenie,
że postępowanie to może stać się powszechnym, jest więc z natury swej rozwiązaniem
zagadnienia teoretycznego. Odpowiedź druga jest konkretną, realną, rozpatruje bowiem
dane postępowanie jako czynnik działający pośród wielu innych i oblicza zakres i skutki
jego działania, jest więc rozwiązaniem zagadnienia praktycznego.
Chcąc np. zdać sobie sprawę, czy darowanie długu lekkomyślnemu dłużnikowi jest rzeczą
dobrą, stawiamy sobie pytanie, jaki „typ społeczny” będzie wynikiem tego postępowania i
zależnie od tego, którą z dwóch powyższych dróg rozumowania obierzemy, odpowiedź i
wniosek mogą być zgoła odmienne.
Jeżeli nie upominanie się o należność stanie się ogólnym prawidłem dla wszystkich — tak
rozumuje pierwsza metoda etyczna—wtedy rozpowszechni się i utrwali typ człowieka
zdolnego do ofiarności na rzecz bliźnich, wyrozumiałego, przekładającego raczej własną
stratę nad możliwe choćby utrudnienie życia innym, typ sam w sobie niewątpliwie
szlachetny; gdyby każdy tak postępował, życie stałoby się łatwiejsze, a tarcie społeczne,
towarzyszące sporom o prawo, zmniejszyłoby się znacznie.
Druga metoda usiłuje zdać sobie sprawę, jaki typ społeczeństwa urabiać się będzie pod
wpływem danego czynnika i dojdzie z łatwością do przeświadczenia, że darowanie
należności lekkomyślnemu dłużnikowi utrwala tylko jego lekkomyślność, rozluźnia w nim
poczucie obowiązku i odpowiedzialności i uczy żyć z dnia na dzień kosztem otoczenia. Z
drugiej strony, zbyt pochopnych ofiarodawców doprowadza do zaniku poczucia własnego
prawa i robi z nich ludzi, gotowych za wszelką cenę okupić sobie spokój i nie narażanie
się innym, inaczej mówiąc, pozbawia ich charakteru. W społeczeństwie wreszcie jako
całości wytwarza stosunki wysoce nienormalne: u jednych na miejsce ofiarności
świadomej i celowej powstaje ofiarność mimowolna, wadliwie skierowana, z drugich
tworzy się warstwa ludzi niezdolnych żyć o własnych siłach, nieopatrznych i egoistycznych
zarazem .
W naszym społeczeństwie współczesnym nader szczupła jest garstka ludzi, która w ogóle
stawia sobie jakiekolwiek zagadnienia etyczne i dąży do umiejętnego ich rozwiązania.
Przejawiający się sporadycznie w czasach ostatnich tzw. „ruch etyczny”, o ile nie jest
http://www.omp.org.pl/index.php?module=subjects&func=p...
2010-05-27
1183282644.004.png 1183282644.005.png 1183282644.006.png
Ośrodek Myśli Politycznej ::
Page 2 of 31
zupełnie oderwany od życia i nie zadawala się przeżuwaniem strawy duchowej, na
obcych polach zebranej, stając wobec pytania, które nasuwa się bezpośrednio z
powyższych słów Spencera, szuka niezmiennie odpowiedzi w kantowskiej formule
moralności, nie podejrzewając jak gdyby nawet, że może być inny punkt widzenia w tym
względzie, że typ społeczeństwa, na który składa się postępowanie jego członków,
stanowi najważniejsze, jedynie miarodajne wskazanie etyczne, gdyż od niego zależy
charakter i poziom moralności zbiorowej, a więc moralność społeczeństwa samego.
W parze z tym stanem naszej umysłowości idzie zjawisko z dziedziny społecznej, będące
zarazem przyczyną i skutkiem poprzedniego, mianowicie, że ta sfera naszego
społeczeństwa, która przoduje mu na każdym polu, podejmuje zadania publiczne i
wytwarza opinię, daje inicjatywę i prowadzi pracę społeczną, świeci ofiarnością i
poświęceniem, która, słowem, niesie w sobie życie i tworzy nowe jego formy, ta sfera nie
przedstawia żadnego wyraźnego typu społecznego i nie posiada określonej fizjonomii
moralnej, nie jest więc w stanie ani nadać wybitnej indywidualności całemu
społeczeństwu, ani wytworzyć dla niego odpowiedniego systematu pojęć etycznych. Z
dawnych tradycji raczej niż z żywego poczucia, przejęliśmy pogląd, łączący typ dobrego
i prawego człowieka z typem dobrego i prawego obywatela, chociaż panująca dziś opinia,
zapatrzona wyłącznie w moralność jednostkową, ani zrozumieć należycie tej łączności,
ani uzasadnić jej nie potrafi, zaczyna się też sceptycznie zapatrywać na zasadę samą.
Poza tym występuje rozpaczliwa chwiejność i rozbieżność, zarówno pojęć jak i
postępowania, rażące sprzeczności nie tylko w życiu zbiorowym, ale i w prywatnym życiu
jednostek. Dowodzi to, że sfera, która świeci przykładem ogółowi, a więc wytwarza
etykę postępowania, sama nie posiada żadnej indywidualności, nie przedstawia sobą
żadnego okre ś lonego typu moralnego, jest więc sama bez charakteru.
„Być może, powiedzą nam, że nie przedstawiamy jednolitego, wyraźnego typu moralnego,
ale mamy określone ideały etyczne, które przyświecają niezmiennie obecnemu pokoleniu i
stanowią dla niego wytyczne hasło postępowania. Przewodnie zasady moralne są zawsze
nieliczne i dają się sprowadzić do najogólniejszych wskazań. Takim wskazaniem, takim
ideałem dla najlepszej części naszego społeczeństwa jest a l t r u i z m ; on nam daje pro-
bierz dobra i zła, bo sam jest dobrem bezwzględnym, przeciwstawienie zaś jego —
egoizm jest sam w sobie złem, którego zanik idzie w parze z rozwojem postępu
etycznego. Kto posiada ideały i w czyn je wprowadza, ten posiada etykę, brak zaś
jednolitego typu moralnego jest tylko następstwem zbyt słabego przejęcia się ze strony
ogółu ideałami moralności”.
Takie są, mniej lub więcej ujęte w teoretyczną formę, obiegowe pojęcia w tym względzie.
Rewizja tych pojęć była wprawdzie przeprowadzona w popularnej u nas literaturze
etycznej, nie pozostawiła jednak żadnych głębszych śladów w opinii.
Znaną jest próba Spencera uprawnienia egoizmu w życiu jednostek, w myśl założenia,
że „istota każda musi przede wszystkim żyć, aby mogła działać”, praca więc nad
zachowaniem i rozwojem własnego bytu powinna zajmować pierwsze miejsce w szeregu
naszych wysiłków: „zupełne zaparcie się siebie sprowadza śmierć, nadmierne — chorobę,
bardziej umiarkowane — spadek sił fizycznych, a zarazem zmniejszenie się zdolności do
wypełniania obowiązków, zarówno wobec siebie samego, jak i wobec innych”. Ojciec,
przeciążający się pracą dla dobra rodziny, może ją pozbawić przedwcześnie jedynej
podpory; człowiek, oddany sprawom publicznym z zupełnym zaparciem się siebie,
wyczerpuje szybko swe siły i staje się wkrótce niezdatnym do należytego wypełniania
swych obowiązków.
Rzecz wysoce charakterystyczna, że opinia nasza i krytyka przyjęły ten właśnie punkt
wywodów Spencera z powątpiewaniem i przyznały mu co najwyżej pewne znaczenie jako
postulatowi biologicznemu, wypływającemu z potrzeby zachowania gatunku, ale
posiadającemu nader wątpliwą wartość etyczną. Rozumowano tak: jeżeli ojciec rodziny
http://www.omp.org.pl/index.php?module=subjects&func=p...
2010-05-27
1183282644.007.png
 
Ośrodek Myśli Politycznej ::
Page 3 of 31
lub działacz na polu publicznym oszczędzają swe siły i dbają o ich zachowanie w celach
nieosobistych, uczucia ich pozostają w istocie rzeczy te same, tylko altruizm w ostatnim
wypadku będzie lepiej wyrozumowany i rozsądniejszy, należy więc wystrzegać się
nieracjonalnego altruizmu, który może okazać się szkodliwym, nie zmieniając w niczym
zasad etycznych, opartych na podstawie altruizmu dobrze pojętego.
Otóż na wstępie zaraz powstaje pewna trudność. Polega ona na tym, że, przyjmując
dwojaką postać bezinteresowności, jedną dodatnią, drugą ujemną, zmuszeni będziemy
oprzeć nasze postępowanie na innej zasadzie etycznej, niż na przesłance bezwzględnego
altruizmu, jako nakazu powszechnego, gdyż altruizm „nieracjonalny” wypadnie wtedy z
niej usunąć.
Spróbujmy go uczynić racjonalnym, to jest takim, który wyklucza wszystkie złe strony
kierowania się nieograniczonym uczuciem bezinteresowności. Złe te strony dają się
sprowadzić do kilku głównych punktów.
Altruizm bezwzględny, przyjęty w pewnym środowisku jako powszechny nakaz moralny,
wytwarza położenie w najwyższym stopniu nienormalne: każdy myśli o innych, inni zaś
myślą o nim. Jest to wynik logiczny i nieunikniony, nie można bowiem wydawać, nie
przyjmując w zamian. Któż z nas nie widział przykładów podobnych altruistów, zwłaszcza
wśród młodzieży, tak skłonnej do przeprowadzania bezwzględnego swych zasad
teoretycznych? Są oni gotowi wszystko rozdać innym, choćby miało im braknąć na
najpierwsze potrzeby; dbając wyłącznie o dogodzenie współkolegom, wyzuwają się ze
środków niezbędnych do spełniania należytego własnych zadań życiowych, a nie umiejąc
nikomu niczego odmówić, zmuszeni są odmawiać sobie wszystkiego. Bohaterowie
altruizmu? — nie, raczej jego sybaryci! Pozbawiając się dobrowolnie niezbędnych
środków istnienia, stają się oni nawzajem przedmiotem ciągłej opieki i ustawicznej troski
ze strony otoczenia; koledzy myślą za nich o ich potrzebach i zaspakajają je z
tysiącznymi ostrożnościami, aby nie urazić ich godności. W takim środowisku
największego altruistę poznaje się często po tym, że najwięcej musi przyjmować od
innych. Podniesione do metody postępowanie takie daje w rezultacie dziwny system
asekuracji wzajemnej, przy którym zależność jednych od drugich staje się powszechną, a
samodzielność jednostki spada do zera [1] . Przypomina to siatkę drucianą, złożoną ze
słabych niehartownych ogniw, tak misternie jednak przylegających do siebie, że ciśnienie
ich wzajemne nigdy nie przypada w poprzek drutu, ale rozkłada się nazdłuż jego
powierzchni: niech się jedno ogniwo wypadkiem odwróci, sąsiednie nie wytrzymają
nacisku, siatka pęka i rozłazi się jak zbutwiała tkanina.
Altruiści bezwzględni nie mogą być konsekwentni. Uważając swe postępowanie za wyraz
nakazu moralnego, obowiązującego wszystkich, w imię tego samego altruizmu muszą dać
pewną folgę budzącym się w nich przez reakcję instynktom egoistycznym, aby dostarczyć
również sposobności innym do wywzajemnienia się i wykazania swej bezinteresowności,
a idąc dalej w tym kierunku, oswajają się z ciągłym przyjmowaniem usług od otoczenia,
składają stopniowo na nie całą troskę o swój byt i kończą zwykle na tym, że stają się
ciężarem społeczeństwa. Wtedy, nie mając już z czego dawać, wyłącznie przyjmują od
innych, poczytując to za rzecz normalną, należną im niejako w imię zasad etyki
publicznej. Ileż to u nas w poprzednim pokoleniu stwarzano synekur i pomocy
zbiorowych dla ludzi tej kategorii, którzy pożyczali, ręczyli, rozdawali, gościli i pomagali,
dopóki nie przetrwonili majątków, aby żyć potem z łaski przyjaciół i sąsiadów.
Jeżeli altruizm bezwzględny musi koniec końców demoralizować nawet tych, dla których
stanowi jedyną zasadę etyczną jest on jeszcze bardziej demoralizujący dla dalszego
otoczenia. Z pomocy korzystają nie tylko ci, którzy okazywali niegdyś lub okazują takąż
pomoc innym, ale równie często ludzie nie dający otoczeniu nic w zamian. W ostatnich
nie tylko osłabia ona wszelką samodzielność i energię życia, ale budzi wprost instynkty
egoistyczne i żądzę używania. Któż z nas nie widział przykładów, jak zbytnia
http://www.omp.org.pl/index.php?module=subjects&func=p...
2010-05-27
1183282644.001.png
 
Ośrodek Myśli Politycznej ::
Page 4 of 31
pieczołowitość najbliższych i ustawiczna pomoc z ich strony nie tylko zabijała charaktery,
ale wprost łamała życie tym, których brała w opiekę! czy to była matka, nieumiejąca z
miłości niczego dziecku odmówić i zaspakajająca wszystkie jego zachcianki, czy
młodzież, utrzymująca ze stypendium koleżeńskiego niezamożnego próżniaka, z którego
wyrastał później prosty wyzyskiwacz. W ogóle więc stwierdzić możemy ten fakt
niezaprzeczony, że przesadny altruizm, panujący w pewnym środowisku, w sposób
nieunikniony i fatalny wyrabia egoizm wśród tych wszystkich, którzy z jego opieki
korzystają, bilans więc społeczny podobnego postępowania nie jest bynajmniej taki, za
jaki podają go zwolennicy nieograniczonej bezinteresowności.
Altruizm bezwzględny wyklucza wszelką celowość życia i nakreślony z góry plan
postępowania. Kolega oddający, biednemu współkoledze pieniądze, przeznaczone na
wpisy lub egzaminy, rzuca na los wypadku cały plan swego wykształcenia. Każdy cel
życiowy, każdy ukartowany zamiar wisi na włosku pierwszego lepszego altruistycznego
popędu, wywołanego wypadkowo silnym wrażeniem zewnętrznym. Idąc za takim
popędem, jednostka bierze na siebie ciężary bez kontroli, a następnie w swojej osobie
narzuca te ciężary otoczeniu. Na takich podstawach oparty system asekuracji wzajemnej
wytwarza typ współdziałania nieskoordynowanego, a wyniki jego będą zawsze
nieobliczalne.
Na koniec etyka altruizmu bezwzględnego prowadzi do arystokracji duchowej. Człowiek
przypisuje sobie większą wartość od innych, nie dlatego, że więcej korzyści
społeczeństwu przynosi, ale dlatego jedynie, że czuje w pewien sposób, który uważa za
duchowo wyższy. Łatwo poczytywać się za cnotliwego, gdy zadawalamy się poczuciem
dobra, które pragnęlibyśmy zrobić, a nie zdajemy sobie sprawy ze zła, które robimy. Na
takiej to podstawie dzieli się ludzi na dwie kategorie — altruistów i egoistów, przy czym
pierwsi uważają się za jedynych nosicieli etyki i przedstawicieli moralności.
Powróćmy teraz do owego młodzieńca, oddającego otrzymane od rodziców na wpisy
pieniądze potrzebującemu koledze. Przy pewnym odpowiednim zbiegu okoliczności,
bynajmniej nie wyjątkowym, czyn jego, tak bezmyślnie stawiany przez panującą u nas
opinię na piedestał etyczny, może się okazać potrójnie niemoralnym: przyczyni się on do
zdemoralizowania kolegi, ucząc go co najmniej liczyć na nieprzewidzianą pomoc [2] , a być
może rozwijając w nim pierwsze instynkty pasożytnictwa; dającemu pokrzyżuje plan
dalszej pracy, utrwali w nim wadę niewykonywania podjętych obowiązków, być może
zwichnie na zawsze właściwy wybór zawodu, a z nim i wydajność użytecznej dla ogółu
pracy; na koniec, oddając cudze pieniądze na inny cel, niż były przeznaczone, nasz
altruista popełnia swego rodzaju sprzeniewierzenie na szkodę rodziców.
Otóż, jeżeli nie będziemy chcieli twierdzić, że moralność jest kategorią czysto
indywidualną, nie zaś społeczną, że obojętne są dla niej skutki czynów, skoro intencja jest
dobra, jeżeli, słowem, nie staniemy na stanowisku utożsamiania etyki z czysto
indywidualistycznymi pojęciami „grzechu” i „cnoty”, czym byśmy jej odebrali całą
podstawę przedmiotową i całą wartość społeczną, przyznać będziemy zmuszeni, że
moralność nie jest bynajmniej równoznaczna z altruizmem, co więcej, że można być
skończonym altruistą, a zarazem postępować niemoralnie. A kto postępuje niemoralnie,
ten jest niemoralnym.
Powyższe uwagi wyjaśniają nam same przez się, na czym polega poszukiwana przez nas
„racjonalność” altruizmu. Jest ona niczym więcej, jak punktem widzenia s p ołecznym,
nieodłącznym od wszelkiego naukowego traktowania zagadnień etycznych.
Altruizm racjonalny, jak widzimy, nie może być bezwzględny, zmuszony jest bowiem
liczyć się z następstwami i skutkami swych czynów, odbijającymi się na środowisku
ludzkim, a pozbawiony swego charakteru bezwzględnego, traci zarazem wszelką wartość,
jako zasada przewodnia i punkt wyjścia etyki praktycznej; etyka bowiem, jako system
http://www.omp.org.pl/index.php?module=subjects&func=p...
2010-05-27
1183282644.002.png
 
Ośrodek Myśli Politycznej ::
Page 5 of 31
nakazów moralnych, musi być i pozostać bezwzględną.
Na to, aby wybrnąć z zaznaczonych wyżej trudności, samo przykładanie do altruizmu
miarki racjonalności, jako czysto rozumowe dociekanie możliwych następstw
postępowania, nigdy wystarczające być nie może. Czynnikiem, normującym życie i czyny
ludzkie, nie są pojęcia i rozumowania, zwłaszcza, gdy im się przeciwstawia uczucie, w
odmiennym popychające kierunku, ale głęboko leżące instynkty człowieka, na nie zaś
nakaz racjonalności postępowania żadnego poważnego wpływu wywrzeć nie może, o ile
wychowanie i tradycja rozwijać będą wyłącznie popędy tak zwanego „dobrego serca”,
jako jedynie moralne.
Najważniejszy jednak wniosek, jaki z głębszego zastanowienia się nad „racjonalnością”
altruizmu wyprowadzić możemy, na tym polega, że o ile czynnikiem, powściągającym owe
nieskoordynowane popędy dobrego serca jest głębszy pierwiastek instynktowo-uczuciowy
(a taki tylko może tu stanowić przeciwwagę skuteczną), nie będzie on miał nic wspólnego
z altruizmem, polegającym na współczuciu, do którego najzupełniej mylnie wszelki
altruizm sprowadzany bywa. Czynnikiem hamującym będzie tu instynkt społeczny,
popychający nas do utożsamiania naszych popędów z interesem ogólnym, a pod względem
uczuciowym — ta szczególna odmiana altruizmu, która polega na solidaryzowaniu się z
egoizmem zbiorowej całości.
Gdy spotykam przy drodze zawodowego żebraka, iść mogę za popędem jednego z dwóch
uczuć, z których każde będzie natury altruistycznej: bądź poruszony współczuciem na
widok zewnętrznych objawów nędzy, dam mu jałmużnę, bądź też przeważy we mnie
uczucie solidarności ze społeczeństwem, dla którego zawodowe żebractwo jest objawem
chorobliwym, istniejącym tylko dzięki bezmyślnej, nieskoordynowanej i niezorganizowanej
ofiarności; wtedy zapanuję nad uczuciowym altruistycznym popędem, odmówię jałmużny
żebrakowi, a natomiast, niezależnie od wrażeń bezpośrednich, popierać będę
odpowiednie instytucje publiczne i towarzystwa dobroczynne.
Widzimy, że koniecznym jest rozróżnianie dwóch gatunków altruizmu: jeden z m y słowy
opiera się na współczuciu, litości, uprzejmości, chęci dogodzenia innym lub uniknięcia
widoku cierpień; graniczy on blisko, a nawet utożsamia się często z egoizmem; drugi —
s a m o w i e d n y , polega na zlaniu swych uczuć z dobrem zbiorowości, na traktowaniu jej
spraw w taki sposób, w jaki się swoje osobiste sprawy traktuje, nie jest więc niczym
innym, jak egoizmem społecznym, odbijającym się w instynktach gromadzkich jednostki.
Pierwszy można by nazwać również indywidualistycznym, lub ściślej biorąc, ze
względu na sam charakter altruizmu, jako stosunku pomiędzy ludźmi, —
indywidualistyczne towarzyskim; drugi jest z istoty swej s p ołecznym [3] .
Dwom rodzajom altruizmu odpowiadają również dwa rodzaje e g o i z m u , gdyż oba te, na
pozór wykluczające się wzajemnie uczucia, jak widzieliśmy, nie tylko splatają się silnie ze
sobą, ale stanowią często dwie strony jednego i tego samego zjawiska.
Egoizm z m y sło w y polega na dążeniu bezpośrednim do szukania zadowoleń i unikania
cierpień, stanowi też często istotny punkt wyjścia, a nawet bodziec bezpośredni dla
zmysłowego altruizmu, jak na to wskazują przykłady ślepego przywiązania rodziców do
dzieci, pobłażania złu dla uniknięcia walki, usuwania za wszelką cenę widoku cierpień lub
niezdolności do sprawienia bólu innym, choćby to miało być wynikiem potrzeby a nawet
konieczności. Egoizm zmysłowy służy za podstawę systematu etycznego, zwanego
u t y l i t a r y z m e m, którego podwaliny założył Epikur, twórcą zaś był Bentham.
Egoizm s a m o w i e d n y opiera się na poczuciu godności osobistej i własnej wartości, na
wolności i niezależności wewnętrznej, na ambicji, pragnącej zaznaczyć się dodatnio w
życiu zbiorowym, na głębokim przejęciu się odpowiedzialnością osobistą, na estetyce
http://www.omp.org.pl/index.php?module=subjects&func=p...
2010-05-27
1183282644.003.png
 
Zgłoś jeśli naruszono regulamin