Draft - Pasaże.pdf
(
879 KB
)
Pobierz
OTWARCIE
Większość pasaŜy zbudowano w ParyŜu po roku 1822, w ciągu piętnastolecia. Powstały one
dzięki bujnemu rozkwitowi handlu tkaninami. W pasaŜach otwarto sklepy pełne atrakcyjnych
towarów, pierwsze kantory handlowe dysponujące znacznymi zapasami, zwiastujące
pojawienie się wielkich magazynów. Balzac myślał o sklepach w pasaŜach, gdy pisał o
Wielkim poemacie półek wyśpiewujących barwne strofy od Madeleine do rogatki Saint-
Denis”.
W pasaŜach rozkwitł handel przedmiotami zbytku. Do zwiększania obrotów sprzedawcy
zaprzęgli sztukę. PasaŜe stały się zatem przedmiotem podziwu i kontemplacji dla
współczesnych. Długo stanowiły atrakcję turystyczną. W Ilustrowanym Przewodniku po
ParyŜu czytamy: „PasaŜe, najnowszy wynalazek przemysłowego luksusu, składają się z
korytarzy przykrytych szklanym dachem i wyłoŜonych marmurem. Przenikają one całe
kwartały kamienic, których właściciele zgodzili się na tego rodzaju przedsięwzięcie. W
pasaŜach, oświetlonych z góry promieniami przenikającymi przez szkło, zainstalowały się
najbardziej eleganckie sklepy, przeto pasaŜe tworzą rodzaj miasta, osobnego
świata
w
miniaturze”.
WALTER BENJAMIN, ParyŜ, stolica XIX wieku. Wprowadzenie.
CZĘŚĆ PIERWSZA: PasaŜe uliczne
Tocz, tocz gnuśne wody posępna Sekwano.
Spowitych pod mostami twymi jadowitą parą
Ciał przeciągnęło tyle sztywnych, zgniłych wielce
śe
dusze ich uznają jeno ParyŜ za mordercę.
PAUL VERLAINE, Nokturn paryski
1.
Sto pięćdziesiąt lat temu działy się w ParyŜu rzeczy niesłychane. Na kolejny numer „Le
Journal des Débats” Francuzi czekali z napięciem przechodzącym w drŜenie. Poszczególne
numery poŜyczano sobie na pół godziny za 10 sous, czyli za dzisiejsze 150 franków. Lud
czyhał na kolejne odcinki Tajemnic ParyŜa równie zapalczywie, jak Polacy na kolejny
odcinek Dynastii, a
śydzi
na Mesjasza.
Tajemnice ParyŜa ukazywały się regularnie od 19 czerwca 1842 roku do 15 października
1843 roku. Ich autor objawił niebywałą zręczność w dwóch dziedzinach równocześnie: w
pisaniu i w wyzyskiwaniu moŜliwości stwarzanych przez gospodarkę rynkową.
Dzięki niemu wyobraźnią Francuzów zawładnęły podejrzane typy, a genialny rekin
prasowy, Emile de Girardin, twórca pierwszego we Francji koncernu gazetowego,
sprzedającego prasę dosłownie za grosz, zbił fortunę. Zresztą Eugeniuszowi Sue teŜ zaczęło
się powodzić nie najgorzej.
Gwoli sprawiedliwości spieszę wyjaśnić,
Ŝe
Emile de Girardin wpadł nie tylko na
Eugeniusza Sue, ale równieŜ na genialny pomysł. Zaczął zamieszczać masowo w swych
gazetach reklamy. Oczywiście za pieniądze. Na początku lat czterdziestych zeszłego stulecia
Girardin mógł sobie pozwolić na obniŜenie ceny pojedynczego numeru gazety pod tytułem
„La Presse” o połowę, poniewaŜ zarobił na płatnych ogłoszeniach ówczesnych 150 tysięcy
franków, czyli - uwaga: ponad 45 milionów dzisiejszych franków. Girardin miał pieniądze i
ambicje. Nakłady swoich gazet zwiększył wielokrotnie, wymyślając gazetową powieść w
odcinkach.
Zaproponował pracę Wiktorowi Hugo, Fryderykowi Soulié, Aleksandrowi Dumas oraz
Eugeniuszowi Sue, który sprawdził się najlepiej.
Onego czasu cały ParyŜ przeŜywał tajemnice, objawione piórem Eugeniusza Sue.
Ministrowie i parowie królestwa, gryzetki i adwokaci, policjanci i złodzieje, piekarze i
rzeźnicy, „murarze, tkacze, metalowcy i młodzieŜ - patrz! Dziewczęta, chłopcy” rzucali się na
„Le Journal des Débates” jak koty na spyrkę. Na kiermaszach, targach i za rogatkami miast
wędrowne trupy odgrywały pantomimy według najnowszych odcinków Tajemnic.
Jak grzyby po deszczu wyrosły Tajemnice Berlina albo inne Tajemnice Monachium. Tylko
w samych Niemczech naliczono w roku 1844 aŜ trzydzieści sześć róŜnych grubych wersji
rozmaitych Tajemnic.
Jeśli zdarzyło się,
Ŝe
„Le Journal des Débates” nie wydrukował przez jeden dzień Tajemnic
ParyŜa, do redakcji napływały natychmiast tysiące rozŜalonych listów, w których autorzy
grozili,
Ŝe
jeśli jeszcze raz to się przytrafi, to podpalą lokal redakcji. Inni wypisywali w
listach dalszy ciąg powieści. Wystarczy przejrzeć w Bibliotece Historycznej ParyŜa ogromne
pudła listów do Eugeniusza Sue, by zdać sobie sprawę z rozmiarów rewolucji wywołanych
przez powieść gazetową.
Potęga fikcji czyniła cuda. Pewien ksiądz otworzył w departamencie Indre sierociniec,
poniewaŜ sierociniec otworzył na kartach powieści w odcinkach jeden z jej głównych
bohaterów - Rudolf.
Pewna dama, Fanny Denoix z Beauvais, napisała dla Eugeniusza Sue poemat, w którym
wniosła, między innymi, następującą prośbę:
Świat
cały, o Eugeniuszu, na cię liczy,
Zamień ból swój i troski w słodki biczyk,
Uderz nim w swe dzieło i zagnaj nas gdzie trzeba
Do piekieł z tobą pójdziem, albo i do nieba.
Ogrodnik z Jardin des Plantes w ParyŜu wyhodował specjalnie dwie nowe odmiany róŜ.
Nazwał je „Fleur-de-Marie” i „Rigolette” na cześć bohaterek Tajemnic ParyŜa i błagał autora
o łaskawe zezwolenie na róŜane chrzciny.
W dzisiejszych, poziomych czasach mój przyjaciel tylko kota nazwał imieniem Alexis.
2.
W pierwszej połowie XIX wieku ParyŜ był miastem niesamowicie ciasnym, ciemnym,
brudnym, błotnym i cuchnącym jak martwa ostryga. Umyślnych, którzy roznosili bileciki od
kawalerów do kochanek i vice Wersal - słusznie przezywano „ciekoskoczkami”.
ParyŜ za panowania Ludwika XVI - i długo później - przypominał gigantyczne gnojowisko
z powodu obfitości koni, krów i nierogacizny intra muros. Ludwik Sebastian Mercier, który w
dwunastu tomach opisał miasto z detalami, nie zapomniał o zwyczajach właścicieli pałaców,
którzy rozkazywali słuŜbie - podczas słabowania chlebodawców, najczęściej z przepicia -
rozrzucanie gnoju przed bramami po ulicy,
Ŝeby
cierpiących mniej draŜnił turkot
przejeŜdŜających karoc. Ulica zmieniała się tym sposobem w niewymowną kloakę, „a
przechodzień brodzić musiał w płynnym i cuchnącym gnoju po kolana”.
Mercier nie cierpiał Châtelet jako najbardziej smrodliwego miejsca na
świecie.
Tu kramy,
targowiska uginały się od brudu w sąsiedztwie kostnicy, wyłoŜonej warstwowo topielcami z
Sekwany. Châtelet przecinała Pied-de-Boeuf, czyli ulica Wolokopytna, wpadająca w zaułki
wąskie, kręte i spływała krwią zwierząt, na wpół skrzepłą, na wpół płynną. „Trzeba tu
wstrzymywać oddech i przemykać
Ŝwawo,
bo cuch w tych duszących zaułkach uderza
przechodnia bez pardonu”.
PoniewaŜ Mercier tak apetycznie opisał paryskie ulice, niech więc jeszcze opowie nam o
paryskich bramach: „Bramy wjazdowe o tyle są niewygodne,
Ŝe
wszyscy przechodzący
zraszają je obficie i wracając do domu często spotkasz u siebie, u podnóŜa schodów,
szczającego, co choć w oczy ci patrzy, to lać nie przestaje”. KaŜdy turysta zwiedzający ParyŜ
łacno zauwaŜy, jak głęboko mury
świątyń
i pałaców przeŜarła wiekowa uryna.
Sebastian Mercier skreślił fizjologiczne obrazy z natury w ostatnich dziesięcioleciach XVIII
wieku. W pięćdziesiąt lat później ParyŜ nie wyglądał schludniej i wcale przyjemniejszych nie
wydzielał woni. Fanny Trollope, wytworna angielska podróŜniczka, skarŜyła się,
Ŝe
w
mieście, w którym wszystko, co widzialne, zostało zmienione we wdzięczną ozdobę, w
którym sklepy i kawiarnie przypominają pałace z bajki, w którym na placach targowych
wzniesiono fontanny, gdzie najpiękniejsze najady z rozkoszą zaŜyłyby kąpieli, w którym
kobiety zdają się tak delikatne, jakby nie całkiem z tego
świata,
a męŜczyźni tak dbają o
aparycję i tak są ostroŜni,
Ŝe
nie pozwolą, by najmniejszy podmuch wiatru zmienił układ loku,
„tym bardziej uderzają nas wszędzie i raŜą widoki i wonie, których nie
śmiem
opisać (...) Z
powodu niedbałości lub biedy władz miejskich słodycz paryskiego
Ŝycia
w znacznym stopniu
wydaje się trująca, chociaŜ władze powinny najwytworniejszemu w
świecie
towarzystwu
oszczędzić przykrości z powodu ciągłych zamachów na zmysł powonienia (...)”.
ParyŜ liczył w roku 1846 milion mieszkańców, w tym 200 tysięcy dzieci i 110 tysięcy
starców. 650 tysięcy paryŜan nie płaciło podatku z powodu nędzy. Powieść Balzaka i
Stendhala opisują tylko niewielką, cienką - jak bieda zupka - warstwę paryskiego
społeczeństwa.
W roku 1836 prawo głosu przysługiwało tylko męŜczyznom płacącym ponad 200 franków
rocznego podatku. Takich bogaczy naliczono w ParyŜu 11 tysięcy i sto. Bierne prawo
wyborcze przysługiwało zaś tylko osobom płacącym co najmniej 500 franków rocznego
podatku. Znalazło się ich aŜ cztery tysiące dziewięćset.
Z ołówkiem w ręku da się porachować,
Ŝe
tylko około 5 procent paryŜan (łącznie z
rodzinami) wypadnie zaliczyć do grupy osób zamoŜnych. Do tego dodajmy ze 160 tysięcy
adwokatów, notariuszy, sędziów, urzędników i nauczycieli i jeszcze ze stutysięczną grupę
sklepikarzy, handlarzy i rzemieślników, którym powodziło się - jak wiemy chociaŜby z
lektury Balzaka - bardzo rozmaicie, ale przyjmijmy,
Ŝe
nie przymierali głodem.
I podliczmy: 50 tysięcy paryŜan
Ŝyło
sobie w luksusie lub w dostatku, 250 tysięcy wiązało
jakoś koniec z końcem, a 700 tysięcy klepało biedę z
Ŝałosnym
dudnieniem pośród
niepowtarzalnych zapachów po obu stronach Sekwany.
Wyznam szczerze,
Ŝe
do rachowania zmusił mnie francuski znajomy, który postanowił
wyemigrować do Polski z powodów ekonomicznych na wieść,
Ŝe
w kraju tym ludzie stają w
nocnych kolejkach po samochody. Doszedł do wniosku,
Ŝe
to ParyŜ jest chorym człowiekiem
Europy, Kraków zaś jej stolicą. Nie zaprzeczyłem, bom patriota. Więc gdy przystaję na placu
Châtelet, to chwytam w nozdrza wiatr od wschodu.
3.
Przechodniu, zanim pogrąŜysz się w labiryncie uliczek Le Marais, po których snują się
turyści zajadający buły wypełnione wołowiną, czerwoną kapustą, papryką, sałatą i sosem,
czyli tak zwane falafele - buły w kształcie macicy, uchodzące za
Ŝydowski
przysmak ludowy,
najpierw spójrz na latarnię przy stacji metra Saint-Paul.
Tak, na zwykłą paryską latarnię. Na wysokości oczu ujrzysz kawałek tektury
przymocowany do słupa kawałkiem sznurka. A na tekturze napis: „Przewodnik oprowadza
po Le Marais. Następny wymarsz spod latarni o godzinie czternastej”. Oto bezrobotny amator
postanowił zarobić kilkadziesiąt franków na
Ŝycie
w tych straszliwych czasach, kiedy się
wypełniają dni i scenariusze Mad Maxa istoczą w codzienność.
Przewodnik drewnianym głosem powtórzy lekcję o czasach wielkości i o zagładzie
poszczególnych pałaców Le Marais, wznoszonych dla kochanek, kochanków i ulubieńców
królewskich dworzan i ministrów. Słyszałem jak z zazdrosną lubością amator-przewodnik
zasyczał,
Ŝe
teraz cena jednego metra kwadratowego powierzchni mieszkalnej w dzielnicy Le
Marais wynosi 29 tysięcy franków, czyli około 6 tysięcy dolarów. Widziałem, jak przewodnik
wymieniając sumę, oblizywał się słodko i przypominał,
Ŝe
jeszcze dwadzieścia lat temu Le
Marais leŜało w ruinie i uznawano je powszechnie za getto dla ubogich sklepikarzy i
wszelkiego proletariatu ciała oraz ducha.
W czasach Lutecji, czyli w okresie przełamywania się staroŜytności w
średniowiecze,
rozciągało się tu prawdziwe bagno, z którego wystawały tylko nieliczne wysepki, nazwane
później imionami Saint-Gervais, Saint-Merri i Saint-Martin. Bardziej na północ - wyłaniały
się z bagna pagórki Belleville’u i Charonne.
W początkach XIII stulecia bagna pomału osuszano, zamieniając je na pola uprawne, a
później na ogrody. Ale jeŜeli zakłada się ogrody, to znaczy,
Ŝe
wokół nich rozkwitają opactwa
lub warownie rycerskich zakonów.
W XIII wieku najpotęŜniejszą twierdzę w Le Marais, z basztami, murami obronnymi, ze
zwodzonym mostem i szczękami blanek, wznieśli templariusze w okolicach dzisiejszego
placu Republiki. W twierdzy templariuszy mieściło się do czterech tysięcy luda. Na południe
od murów osiedliła się kolonia
śydów.
W XIV wieku Filip August kazał wznosić nowe
fortyfikacje, a Karol V otaczać murem teren po obu stronach twierdzy templariuszy. W ten
sposób powstała dzielnica ParyŜa, zwana odtąd Bagnem.
W ciągu kilku dziesięcioleci XIV wieku w Le Marais wyrosły aŜ dwie nowe siedziby
królewskie. Plac Saint-Paul, połoŜony pomiędzy ulicą
Świętego
Antoniego i Sekwaną, który
do dnia dzisiejszego nie przetrwał, oraz Hôtel des Tournelles, którego budowę ukończono w
1417. JuŜ go nie ma, zamiast pałacu z przytulonych do siebie dworskich pawilonów wyrósł
czworokątny plac Wogezów.
Bo skoro królewski majestat kazał budować pałace i pawilony w Le Marais, to dworacy
nuŜe, za nim, hajda, na cypoczkach. I dlatego główny rachmistrz dworu, Olivier de Clisson,
wybudował rychło pałac najeŜony wieŜyczkami, który stoi cały i zdrowy przy rue des
Archives - i jak nazwa ulicy wskazuje, mieści w swych wnętrzach część archiwów
państwowych.
Nieco dalej kazał stawiać sobie pałac główny poborca podatków Ludwika XII, niejaki Jean
Hérouet. Zresztą jego pałac stoi do dzisiaj przy zbiegu ulic Vieille-du-Temple i ulicy Francs-
Bourgeois, szczerząc w niebo przylepioną do ozdobnej
ściany
wieŜyczkę, rzeźbioną
podłuŜnie w motywy roślinne. WieŜyczka nie dotyka ziemi, lecz klei się do muru jak huba do
pnia drzewa i dlatego przypomina bardziej pocisk niŜ dzieło sztuki muratorskiej.
Król Henryk IV wpadł na dwa pomysły, które winny przemienić Le Marais w raj
architektoniczny. Po pierwsze kazał suszyć resztkę zatruwających dzielnicę bagien. Po drugie,
postanowił wybudować półokrągły plac z kolumnadą w okolicach dzisiejszego bulwaru
Filles-du-Calvaire. Plac miał nosić imię placu Francji, ale na szczęście do jego budowy nie
doszło. ChociaŜ do dzisiaj nazwy ulic, które miały prowadzić do placu, noszą nazwy
poszczególnych regionów królestwa.
Ponadto Henryk IV wymyślił plac Królewski, później nazwany placem Wogezów, Place
des Voges, najpiękniejszy w Europie kwadratowy podwórzec z francuskim ogrodem w
środku,
ani nie za duŜym, ani nie za małym, z oknami weneckimi pawilonów, z podcieniami,
ze stromizną dachów i przytulnym, swojskim
ściśnięciem,
jakbyś nagle trafił, przechodniu, na
wiejskie obejście, w którym chata tuli się do chlewa, a chlew do stodoły i łacno spostrzeŜesz,
Ŝe
to wiejskie obejście albo teŜ rynek w Drohobyczu widziany w dobrym
śnie, Ŝe
domki tu z
bajki, a
ściany
z marcepanu.
Wokół placu Wogezów zaczęły wyrastać kolejne pałace arystokratów, prześcigając się
wykwintnością stylu, odwagą rysunku, proporcjami. I typową dla bardzo bogatych Francuzów
minoderią, teściową skąpstwa. Wszystkie piękności poupychali bowiem właściciele za
wysokim murem i domknęli cięŜką bramą.
W Le Marais ogarnie cię, przechodniu, przeraŜenie: mury i mury, wrota i wrota. Czysta
skrytość. Za nimi dopiero rajskie ogrody, cudowne przejścia, fontanny i zapowiedź ziemskich
rozkoszy. Tylko plac Wogezów pozostaje otwarty, choć zamknięty w kwadrat. Otacza cię
gościnnie i pozwala podziwiać wdzięki niczym striptizerka. I tyle, na nic innego nie pozwoli.
Do pałacowych wnętrz wstęp wzbroniony. W salonach na placu Wogezów i w pałacach
pochowanych w Le Marais kwitło
Ŝycie światowe
i towarzyskie, literackie i teatralne.
Gwarno bywało w bawialniach i w gabinetach osobliwości. Strojne damy i cni kawalerowie
dyskutowali o nowych dramatach pana Racine’a i udanym występie Molierowej trupy.
Na początku XVII wieku osiadły w Le Marais wszelakie zakony: kapucyni, córki
kalwaryjskie, jezuici, zgromadzenie
Świętej
ElŜbiety. Jezuici załoŜyli kolegia dla bogatych
synów z wyŜszych sfer.
W początkach XVIII stulecia
Ŝycie
towarzyskie i artystyczne ParyŜa zaczęło się przenosić
w stronę Przedmieścia
Świętego
Germana oraz Przedmieścia
Świętego
Honoriusza. Co
prawda, w XVIII wieku powstawały jeszcze w Le Marais wspaniałe pałace, chociaŜby Hôtel
de Soubise, ale nad Bagnem zawisła mgła królewskiej niełaski. Pod koniec XX wieku Le
Marais wróciło do łask. Turystów, karczmarzy, mniejszości seksualnych i spekulantów
nieruchomościami.
4.
JuŜ w roku 1793 Konwent zwołał komisję artystów, którzy opracowali projekt przebudowy
ParyŜa: przebicia nowych arterii komunikacyjnych, najlepiej przez dopiero co skonfiskowane
nieruchomości arystokratów.
Lektura raportu komisji artystów powoduje,
Ŝe
włosy dęba stają na głowie: „Komisja
zapoznała się ze stanem miasta ParyŜa w ogólności i uznała,
Ŝe
nade wszystko układ ulic i
traktów jest bezładny i bezmyślny, niewygodny dla handlu oraz dla ruchu,
Ŝe
wszędy brakuje
placów i publicznych targowisk,
Ŝe
nabrzeŜa sekwańskie są zapchane i niedroŜne, mnogość
uliczek wąskich a krętych sprawia,
Ŝe
z trudem po nich powietrze przelatuje, a pomieszczenia
w owych zaułkach tak poniszczone są i brudne,
Ŝe Ŝałość
bierze, a człowieczy rozum
podpowiada,
Ŝe
winno się nory owe dawno juŜ zrównać z ziemią”. Rewolucyjna komisja
artystów przygotowała projekt poprawy losu paryŜan, który naturalnie trafił do kosza, niczym
głowy wrogów wolności
ścinane
na publicznych placach.
Napoleon I postanowił zająć się miastem, ale nie starczyło mu ani czasu, ani pieniędzy.
Owszem, za czasów Napoleona udało się przebić kilka większych ulic, powstał fragment
ulicy Rivoli, kolumna z fontanną dla uczczenia chwalebnej kampanii w Egipcie. Kolumna
stoi do dzisiaj na placu Châtelet i lud nazywa ją „palemką”.
Napoleon kazał teŜ
ściąć
wzgórze Chaillot, by na tak utworzonym placu Gwiazdy postawić
wielki Łuk Triumfalny. Łuk w końcu wzgórze okraczył, ale Napoleon Łuku nie doczekał. I
jeszcze kazał Napoleon zbudować fasadę pałacu Burbonów, gdzie się mieści Zgromadzenie
Narodowe, na wzór fasady kościoła
Świętej
Magdaleny, a to dla zachowania pełni symetrii,
której oś przebiegła przez Pola Elizejskie i Tuileries.
Jak wyglądał ParyŜ w czasach pierwszego cesarstwa? Wyobraźmy sobie niewielkie
miasteczko, składające się z sześciu wewnętrznych dzielnic, otoczone murem Fermiers-
Plik z chomika:
Filmy2026
Inne pliki z tego folderu:
Delinsky Barbara - Namiętności Chelsea Kane.pdf
(2145 KB)
Hayden Torey L - Dziecko.pdf
(675 KB)
Valentine A.D. - The Dance of Shadows.pdf
(853 KB)
Sydney Somers - Caged Desire - Całość.pdf
(364 KB)
Davies Linda - Gniazdo węży.pdf
(1433 KB)
Inne foldery tego chomika:
E B O O K I
Thrillery
z1
z10
z3
Zgłoś jeśli
naruszono regulamin